Próbowałem rok temu na temże samem miejscu określić, co nazywamy partją zachowawczą (albo konserwatywną) i przekonać, że musi ona opierać się na pewnych zasadniczych podstawach, dotyczących takich kwestyj, jak istota i rozwój społeczeństwa, pojęcie i budowa państwa, stosunek jego do ludzkości i do Bóstwa. Pod tym względem walczą ze sobą dwa prądy: indywidualistyczny, wywodzący się z doktryny prawa natury i z rewolucji francuskiej (deklaracja praw człowieka) oraz supraindywidualistyczny, który rozgałęzia się na kilka odcieni. Nie jest moim zamiarem charakteryzować dzisiaj te odcienie bliżej: a więc ani romantycznej teorji de Maistre'a czy Ad. Mullera, ani organicznej Spencera, ani - najmodniejszej w tej chwili, w nauce niemieckiej przynajmniej - „uniwersalistycznej" Otmara Spanna lub Wernera Sombarta („Sociologie" 1923, we wstępie). Pragnę bowiem zająć czem innem uwagę czytelnika: przedstawieniem, jak te wielkie prądy myśli politycznej europejskiej odbiły się w umysłowości polskiej XIX wieku i do jakich tworów politycznych u nas doprowadziły?
Przed wiekiem XIX partji konserwatywnej w podanem powyżej znaczeniu w Polsce nie było. Konserwatyzm polskiej szlachty nie polegał bowiem na pewnym świadomym filozoficzno-społecznym poglądzie; tak samo, jak i anarchizm indywidualny nie był wynikiem teoretycznych przesłanek lecz ślepego instynktu. Jak wszędzie gdzieindziej, tak i w Polsce, świadoma swoich założeń i celów partją konserwatywna wyrabia się dopiero zwolna w przeciwstawieniu do dzieła Rewolucji francuskiej. Rewolucja ta była burzycielską w stosunku do form starego porządku; zburzyła absolutyzm, przywileje stanowe, system policyjny i ucisk jednostki; ale miała także i pozytywny program. Podzielając niechęć do tego co burzyła, nie obdarzano równą sympatją tych radykalnych pojęć (idea „wszechwładztwa ludu") i tych radykalnych metod, jakiemi się ludzie Rewolucji posługiwali. Z tej walki ideowej narodziły się wszędzie partje konserwatywne.
I
Rewolucji francuskiej nie przyjęto w Polsce bez zastrzeżeń przed dobą emigracji z r. 1831. Nawet kuźnica Kołłątajowska w epoce sejmu czteroletniego, nawet grupa Kołłątajowska w Księstwie warszawskim zachowywała wobec Rewolucji francuskiej wielki krytycyzm i wstrzemięźliwość. Dopiero na emigracji przy zetknięciu się wygnańców polskich ze społeczeństwem francuskiem zaczęło się szerzyć wśród nich przekonanie, że dalsze działanie w celu odbudowania niepodległości trzeba oprzeć na ideowych podstawach Rewolucji. Ogniskiem tego było „Towarzystwo demokratyczne", zawiązane w 1832 r. „dla działania w sprawie narodowej polskiej w duchu zasad czysto filozoficzno-demokratycznych". Przywódcą ideowym tego ruchu stał się wielki historyk J. Lelewel, a złączyli się z nim ruchliwi i gorący agitatorzy, działający wśród emigracji oraz w kraju: Zwierkowski, Pietkiewicz, Zaliwski, Worcell, Czyński, eks-ksiądz Puławski, Gurowski Adam, J. N. Janowski i wielu innych. Rozwinęli oni znaną, choćby z książki Gadona, niesłychanie ożywioną działalność. A wówczas grupa wychodźców niepodzielających ich entuzjastycznego uwielbienia dla wszechwładztwa ludu, dla idei republikańskiej, dla radykalnych reform społecznych musiała się również zorganizować, jeśli miała do skutecznej walki wystąpić. Ta właśnie chwila jest chwilą narodzin nowożytnej partji konserwatywnej polskiej.
Stało się to w drugim roku emigracji, to jest w styczniu 1833 roku. Impuls dał ks. Adam Czartoryski, prezes ostatniego rządu narodowego, który z mocy stanowiska swojego, ale i z mocy ducha obywatelskiego, jakim się całe życie odznaczał, był predystynowany na przewodcę zachowawczej partji na emigracji. Sześciu wybitnych wychodźców: generał Bem, generał Dembiń-ski, kasztelan Ludwik Plater, minister spraw zagranicznych Gustaw Mała-chowski, znany historyk powstania Barzykowski, wreszcie poseł hrubieszowski Józef Świrski połączyło się z Czartoryskim w związek tajny pod nazwą „Stowarzyszenie jedności narodowej". Związek ten był tajny, bo miał na celu organizować nietylko emigrację, ale i kraj na podstawach wyrażonych w „ustawie" związku. Zarówno osoby konspiratorów jak i cele związku mają charakter przeciwstawiający się działalności Towarzystwa Demokratycznego i Lelewela. Przez cały dalszy czas emigracji toczy się też walka ideowa i polityczna między temi dwiema grupami; z czasem przeniosła się ona z Paryża do Polski.
Artykuł zasadniczy „ustawy" powyższej określa zasady Związku w następujący sposób: 1) Równość wszystkich wobec prawa. 2) Wolność ogólna osób, wiary i zdań. 3) Zabezpieczenie własności. 4) Nadanie własności włościanom przy zabezpieczeniu praw nabytych. 5) Jedność i tęgość rządu. - Jak pokazał dalszy rozwój grupy, która w parę lat później zaczęła wydawać swój własny organ „Trzeci Maj" (od r. 1839; współpracownicy: Orpiszewski, Czajkowski M., Jełowicki, Olizarowski, W. Jabłonowski, Teod. Morawski, Sienkiewicz, Woronicz Janusz) - otóż, jak świadczy dalszy rozwój, pod „tęgością" rządu rozumiano monarchizm, a króla szukano później wśród dynastji Czartoryskich. Znaną jest polemika Słowackiego na ten temat.
Przeniesieniem działalności tej całej grupy do kraju zajął się kasztelan Plater. Postanowiono wysłać do kraju emisarjuszy, a Plater wygotował dla nich instrukcje. Chodziło głównie o to, aby pozyskać opinję dla potrzeb ewolucyjnej reformy stosunków włościańskich: uwłaszczenie i oczynszowa-nie - w przeciwstawieniu do radykalnie pomyślanego „wywłaszczenia", głoszonego przez grupę Lelewela. „Pomnijmy - pisał w instrukcji Plater – że część własności naszej dziś dobrowolnie włościanom dana, wszystko zabezpieczy i życie kraju powróci i ustali. Ochronimy siebie, potomność i całą ludzkość od zgubnych (demagogicznych) zasad przez chytrość i egoizm rozsiewanych".
Drugim ważnym punktem instrukcji było wezwanie do pracy organicznej w kraju a ostrzeganie przed beznadziejnemi ruchawkami (wyprawa Zaliw-skiego): „Działajmy tymczasem w świętem i religijnem utajeniu, łączmy zdolności nasze, jednoczmy zdania, prostujmy opinje. Niech się w kraju naszym choć uciemiężonym, utrzymuje duch żywotny; niech na łonie jego tworzy się masa sił, która gdy będzie przygotowana, skupiona, do jednego celu skierowana, a następnie w chwilę korzystną wezwana, dzielnie i wszędzie razem powstanie; wszystkie wtedy niezawodnie zwalczymy przeszkody i pożądany cel osiągniemy". Jest to pierwsze przeciwstawienie się hasłom nieprzerwalności powstania, co potem z taką stanowczością przyjęły wszystkie grupy zachowawcze w kraju, jako naczelny nakaz swojej taktyki.
Już w r. 1833 wyruszył do Galicji emisarjusz w celu szerzenia tego programu. Był nim Józef Swirski, który przez Drezno przybył do Krakowa i tutaj zgłosił się do Pawła Popiela, późniejszego założyciela „Czasu". O tym epizodzie Popiel w swoich Pamiętnikach, pisanych pod koniec życia a przed rokiem dopiero drukiem ogłoszonych, nie wspomina. Ale dochowała się relacja Świrskiego, który donosi, że Popiel przyjął zrazu misję tworzenia „okręgu" stronnictwa w kraju „a uważał rozszerzenie Związku za tem potrzebniejsze, że w Królestwie tworzyły się stowarzyszenia krzewiące przekonanie, jakoby Polska niepodległa istnieć nie mogła, a jej przyszłość leżała w szczerem połączeniu z Rosją". (Gadon II. 308). Od złożenia przysięgi na cele Związku jednakże Popiel się uchylił i dlatego nie powierzono mu godności „naczelnika", a tylko przeznaczono go wraz z K. Świdziń-skim i Helclem na ewentualnego członka „rady obwodowej krakowskiej". Z Krakowa udał się Świrski do Lwowa, gdzie pozyskał dla celów Związku Agenora Gołuchowskiego, Xaw. Krasickiego i Izydora Pietruskiego. Nie mamy śladów, aby „Związek" rozpoczął w Galicji jakiekolwiek praktyczne działanie - ale trudno nie uznać go za pierwszą podnietę do uświadomienia opinji w naszej dzielnicy, że politykę można oprzeć nietylko na zasadach Rewolucji (czyli, jak wówczas mówiono „jakobińskich"), ale także na zasadach zachowawczych. Myśl tę rozwijał Świrski w rozmowach i zapewne zapadła ona głęboko w dusze takich późniejszych organizatorów życia politycznego w Galicji jak Paweł Popiel lub Gołuchowski.