Czwartek, 17 maja 2012 r.    Patroni dnia: Św. Paschalis Baylon; imieniny: Weroniki, Sławomira
ustaw jako startową dodaj do ulubionych rss
    drukuj wyślij
2008-03-26
Rozmowa z ks. prof. Markiem Starowieyskim

Współczesna polska kultura katolicka jest przykładem degrengolady


KAI: Czy powstaną nowe elity? Robimy wszystko, by ich nie było wobec braku mecenatu Kościoła.


– W literaturze? Pisarze muszą pisać i mieć gdzie drukować, jest im to potrzebne jak rybie woda. Ale wydawnictwu nie opłaci się promować młodych pisarzy i nieprzytomnie tłumaczą z obcych języków (często sieczkę) zamiast zadawać prace polskim intelektualistom, tworzyć zespoły (choć tu widać lekką poprawę). Wydawnictwa nie mają programu kulturalno-duszpasterskiego, ale są instytucjami biznesu, a pieniądze przez nie zarobione bynajmniej nie służą promocji kultury ani wsparciu pisarzy, którym czasami po prostu nie płacą. Książki się nie rozchodzą, szczególnie te trudniejsze, ponieważ hurtownie myślą tylko o zysku, brak informacji o książkach, w tzw. „księgarniach katolickich”, sprzedaje się schwarz mydło i powidło, wszystko co jest chodliwe: jedna z księgarń rozprowadzała książkę Jehowitów. I wydawnictwa i księgarnie prowadzą zazwyczaj ludzie przypadkowi. Z czego mają się utrzymać pisarze, szczególnie świeccy?

KAI: A co z prasą katolicką?

– Jest tyle tytułów, ale jakie jest ich czytelnictwo? Nie wiemy i podawanie jakichkolwiek liczb jest księżycowe, ponieważ zazwyczaj parafie otrzymują obowiązkowo i bezzwrotnie określoną liczbę egzemplarzy i, gorzej, nie ma jej w kioskach. A jej poziom? Proszę znaleźć i przeczytać stopkę. Redaktor może zrobić wszystko z artykułem: skrócić, zmienić tytuł, zadiustować (czytaj: wszystko pozmieniać a nawet coś niecoś dodać od siebie).

Mieliśmy dyktaturę ciemniaków teraz mamy dyktaturę kacyków redakcyjnych. A to znajduje się we wszystkich chyba pismach katolickich, poczynając od ponoć ambitnych „Tygodnika” i „W drodze”, nawet w „Gościu Niedzielnym”, który z wolna rośnie na dobry magazyn katolicki. Mamy więc pisarzy takich, którzy w niej piszą nie szanując swej godności pisarza, i takich, którzy wprawdzie ją szanują, ale nie mają gdzie pisać. I nie będzie polskiej publicystyki katolickiej dopóki redaktorzy czasopism nie zastosują zasad zwyczajnej uczciwości. Natomiast w tej sytuacji generalnej nieuczciwości, propozycja „copyright” na kazania jest kompletnym nonsensem i zaprzeczeniem dwudziestu wieków tradycji Kościoła, gdzie w imię solidarności chrześcijańskiej dobrzy mówcy dzielili się swoimi kazaniami ze słabszymi.

Sztuka. Napisano wiele o kościołach podobnych do hal sportowych, o dziwactwach architektów i o kiczu lub wygłupach malarzy kościelnych. Przy ogromnym popycie na sztukę, co zrobiono by podnieść jej poziom? Co gorzej, księża administrują ponad połową polskich pomników architektury, a równocześnie w seminariach duchownych zniesiono (tak!) obowiązkowy kurs historii sztuki. Szanując rozdział Kościoła i Państwa, powinno interweniować Ministerstwo Kultury i Sztuki, bo tu chodzi o dziedzictwo narodowe. Dodajmy, że w seminariach zazwyczaj nie panuje piękno, a więc klerycy już od początku przyzwyczajają się do kiczu. Zastanawiam się, jaka będzie pobożność ludzi modlących się w tej współczesnej brzydocie.

KAI: Piękne przykłady chrześcijan z różnych epok dawał światu, więc i nam, Jan Paweł II. Pokazywał owo dobro w Kościele.

– Papież zdawał sobie sprawę ze zła panującego na świecie i na to zło chciał dać antidotum. Po strasznym upodleniu człowieka i po zbrodniach, które miały miejsce w XX wieku, chciał ludziom pokazać konkretne dobro, to ogromne dobro, które ma miejsce w Kościele, i to u ludzi różnych grup społecznych. To jest część eklezjologii Jana Pawła II, której nie zrozumie się bez tego wielkiego programu beatyfikacji i kanonizacji. To także najlepsza ilustracja konstytucji soborowej Lumen gentium, o Kościele, światłości narodów...
Proszę jednak zwrócić uwagę – i tu przechodzę do następnego kryzysu, jaki nas toczy – na osoby beatyfikowane przez Jana Pawła II. Chodzi mi o związek świętości i teologii. Jan Paweł II „przeczyścił” cały Kościół, gdziekolwiek tylko mógł kogoś znaleźć kandydata na ołtarze. I co? Nie znalazł ani jednego wielkiego teologa. Ostatnim świętym teologiem był Alfons Liguori żyjący dwieście lat temu. Od dwustu lat nie mieliśmy świętego teologa!

KAI: Czy mówi to coś ważnego o współczesnym Kościele?

– Raczej o współczesnej teologii, bo wyjaśnia jej nieskuteczność. Teologia stała się religioznawstwem a przestała być teologią. Ten sposób uprawiania teologii jaką my mamy byłby kompletnie niezrozumiały dla starożytnego chrześcijanina.

KAI: Dlaczego?

– Bo dla tamtejszego człowieka na teologię składały się trzy elementy: poznawanie, asceza, modlitwa. Teologiem nie mógł być ktoś, kto nie żył modlitwą kto nie żył życiem Bożym. Stąd wzięła się tak wielka liczba świętych teologów, którzy nie tylko prowadzili intensywne życie intelektualne, ale dzieła wiodły i ich, i czytelników do miłości Boga.

KAI: Od dwustu lat pustka?

– Tak. Nie łudźmy się: ani na uniwersytetach ani na wydziałach teologicznych nie wykłada się teologii – to jest to nauka o religii lub o teologii. Teologia, która nie jest połączona z ascezą i z modlitwą nie jest teologią. Teologię uprawia się w Polsce jeszcze w seminariach, gdzie tworzy ona (lub powinna tworzyć) jedność z życiem modlitwy, sakramentalnym i z ascezą. Pamiętam rozmowę w Libanie z mnichem, profesorem tamtejszego Uniwersytetu Katolickiego. Wrócił z Europy, odwiedził ważne centra teologiczne we Francji, Niemczech, Belgii i inne. Był zgorszony teologami i ich zlaicyzowaniem (a spotkał tych największych!), mówił o nich „ces messieurs” (ci panowie).

KAI: Nasuwa się pytanie o Tomasza Węcławskiego – czy jego postawa jest potwierdzeniem opinii o rozejściu się dróg teologa i człowieka wiary?

- Myślę, że w pewnym stopniu tak, ale wedle mego rozeznania, przyznaję dość szczątkowego, po pierwsze zrobiono z niego genialnego teologa, porównywano go z Lutrem, a takowym na pewno nie był, a po drugie, słuchając jego nieco dziwnych wypowiedzi i obserwując jego niespójne zachowanie podejrzewam (i nie tylko ja!), że jest to raczej problem psychiczny.

KAI: A może – jak pisał Miłosz - w Polsce nigdy nie było dobrej teologii?

– Miłosz był wielkim poetą i mądrze mówił o poezji, o innych rzeczach, nie zawsze...

KAI: A więc niewierzący nie może być dobrym teologiem?

– W tym jej znaczeniu, a było to znaczenie przyjmowane przez kilkanaście wieków chrześcijaństwa, na pewno nie może być nie tylko dobrym teologiem, ale w ogóle teologiem. On zajmuje się religią i może być jej ciekawym znawcą, ale nie jest teologiem.

KAI: Uparcie walczy Ksiądz o piękno w Kościele...

– Bo na nim się wychowałem. W czasie rabunku dworu podczas reformy rolnej matka zostawiła wiele rzeczy jak się wydawało cenniejszych, a uratowała albumy malarstwa i architektury. I gdy w domu było głodno i chłodno ona nie zapomniała, by nam coś opowiedzieć o pięknie Florencji i Wenecji, o Michale Aniele czy Stanisławskim, czy przeczytać Sienkiewicza czy Mickiewicza.

Piękno jest wielkim darem Boga, Jego promieniem, stąd boli mnie brzydota panosząca się w kościołach. A przeciwieństwem piękna jest nie tylko kicz, ale i banał. Jakże banalny jest człowiek z kiczu malarskiego (pobożnego, bezbożnego czy obojętnego), z filmu telewizyjnego; jak banalna bywa muzyka.

Dlatego podkreślam, jak ważna dla księdza jest kultura. Ksiądz, który będzie traktował drugiego człowieka w kancelarii, na ambonie a przede wszystkim w konfesjonale, jak tuzinkową postać z serialu telewizyjnego, straci go! Ksiądz-duszpasterz musi zaczynać od tego, co jest dobre i piękne w człowieku, od wychwycenia jego inności, niepowtarzalności i opierając się na tym, mówić mu o wielkości i miłości Boga. Zaczynanie od zła prowadzi donikąd.

KAI: A więc każdy ksiądz musi dbać o to, by „nasiąkać” dobrem i pięknem.

– Tak jest. Bo brzydota, banał i nieustanna negacja są wrogami humanizmu.


Rozmawiał Tomasz Królak

Źródło: KAI

________________________

Ks. Marek Starowieyski (ur. 1937, święcenia kapłańskie - 1960), profesor, doktor habilitowany Uniwersytetu Warszawskiego, znawca literatury wczesnochrześcijańskiej, patrolog.
Studia z filologi klasycznej odbył na UW, doktorat z teologii uzyskał na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, habilitację z patrologii na PAT w Krakowie.
Był profesorem patrologii, łaciny i greki w Wyższym Seminarium Metropolitalnym w Warszawie, przez kilka lat pracował w watykańskiej Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego. Redaktor serii „Źródła monastyczne” (38 tomów) i „Ojcowie żywi” (17 tomów). Opublikował m.in. „Słownik wczesnochrześcijańskiego piśmiennictwa” (współautor), dwutomowe „Apokryfy Nowego Testamentu”, „Duchowość starożytnego monastycyzmu”(red. KAI)
 
strona: 1 2 3
 
Zobacz także:
Ulicami Yorku w Wielkiej Brytanii przeszła procesja religijna ku czci św. Małgorzaty Clitherow, męczennicy za wiarę z czasów prześladowań katolików w epoce elżbietańskiej. Z okazji przypadającej właśnie 426. rocznicy śmierci ?Perły Yorku? uroczystą Mszę św. w języku łacińskim odprawił w kościele pw. św. Wilfrida bp Terry Drainey z Middlesbrough. Małgorzatę Clitherow ogłosił świętą papież Paweł VI 25 października 1970 roku.
Prawdopodobnie niebawem będzie mógł rozpocząć proces beatyfikacyjny Cory Evans - katoliczki nawróconej z mormonizmu, żony, matki i mistyczki, żyjącej w latach 1905-1957. Z relacji świadków wynika, że Evans otrzymała stygmaty ran ukrzyżowanego Chrystusa.
We wtorek w Szczecinie abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński otworzył proces w sprawie domniemanego cudownego uzdrowienia za przyczyną Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Sprawa dotyczy kobiety, która zachorowała na raka tarczycy. Dzięki modlitwom za wstawiennictwem Prymasa Tysiąclecia została całkowicie wyleczona z choroby.