Jedną z podstaw wspólnego stołu rodzinnego jest powaga

Prawdę tę jasno przedstawia św. Paweł, który w Liście do Efezjan tak pisze:
Żony niech będą poddane mężom swoim, jako Panu; mąż bowiem jest głową żony, jak Chrystus jest Głową Kościoła (Ef 5, 22-23).
Naturalnie, panie słysząc te słowa św. Pawła, z pewnością powiedzą:
Nawet chrześcijaństwo nie uznaje równouprawnienia kobiety z mężczyzną? Czy nie jest to przestarzałe prawo wymagać od kobiety posłuszeństwa względem mężczyzny? Czy mąż nie nadużyje swojej władzy?
Niestety, musimy przyznać, że rzeczywiście niektórzy mężczyźni (...) nie zasługują, żeby być głową rodziny. Przyznamy i to, że mężczyzna może nadużyć swojej władzy kierowniczej. Jednak to prawo chrześcijańskie nie upokarza kobiety, co więcej, zapewnia szczęście rodzinne, o czym zaraz się przekonamy, jeśli tylko zrozumiemy, co oznacza, a czego nie oznacza posłuszeństwo żony.
Po pierwsze nie oznacza, jakoby kobieta nie była równowartościowa, równouprawniona i nie miała jednakowej powagi z mężczyzną. (...) Również nie oznacza, jakoby kobieta musiała spełniać wszystkie zachcianki i kaprysy mężczyzny, zwłaszcza takie, które ją upokarzają i powodują grzech. Dalej nie oznacza, jakoby mąż miał prawo obchodzić się z żoną jak z niedorostkiem, kazać jej spełniać funkcje niewłaściwe, dręczyć ją i napastować... (...)
Co więc oznaczają przytoczone słowa św. Pawła, wymagające posłuszeństwa od kobiety? Oznaczają, że trzeźwego porządku i szczęścia rodziny nie można pogodzić z żadną formą fałszywych haseł „emancypacji kobiet” ani z emancypacją fizjologiczną, ani gospodarczą, ani społeczną. Emancypacja fizjologiczna głosi, że kobieta ma prawo wyrwać się spod zaszczytnego obowiązku żony-matki – chrześcijaństwo potępia takie stanowisko. Emancypacja gospodarcza twierdzi, że żona ma prawo prowadzić odrębną gospodarkę bez wiedzy męża i wbrew jego woli, nie troszcząc się o rodzinę; naturalnie, że chrześcijaństwo potępia taki pogląd. Emancypacja społeczna polega na tym, że kobieta powinna się zająć sprawami społecznymi, co naturalnie pociąga za sobą zaniedbanie męża i dzieci. (...) Naturalnie, chrześcijaństwo potępia takie stanowisko... (...)
Tam, gdzie dwoje ludzi żyje wspólnie, koniecznie jedno musi prowadzić i kierować, „rozkazywać”. Rodzina, w której nie ma „rozkazu” i „posłuszeństwa”, prędzej czy później zginie. „Posłuszeństwo” w małżeństwie polega na tym, że ktoś się podporządkowuje. Kto? „Mądrzejszy ustępuje”. Tym mądrzejszym powinna być kobieta. (...)
Jeżeli spotykamy idealne małżeństwo, jeśli przypatrzymy mu się z bliska, to przekonamy się, że żona, jako roztropniejsza, zawsze łagodzi sporne sprawy. (...)
Żeby tego posłuszeństwa nikt nie wyobrażał sobie w sposób niewolniczy, zapobiegł temu również św. Paweł, kiedy mówi, że mąż jest głową żony, jak Chrystus jest Głową Kościoła. Widzimy więc jasno, że posłuszeństwo żony odnosi się nie tyle względem człowieka, ile względem Chrystusa. Żona ze względu na Chrystusa posłuszna jest mężowi; stąd wynika, że tylko w tych sprawach ma być posłuszna, które przewidział Chrystus.
Jeśli to zrozumiemy, rozwieją się wszystkie podejrzenia na temat, jakoby posłuszeństwo w małżeństwie upokarzało żonę. (...)