
Tylko w tym duchu da się osiągnąć w życiu małżeńskim „świątobliwość” i „uczciwość”, której wymaga św. Paweł, pisząc:
Aby każdy z was umiał naczynie swe utrzymywać w świątobliwości i uczciwości, nie w namiętności pożądania, jak poganie, którzy nie znają Boga (1 Tes 4, 4-5).
(...) Dotychczas mówiliśmy o powadze jako o podstawie wspólnego stołu szczęśliwego życia małżeńskiego. Żeby rodzinny stół mógł stać pewnie, potrzebuje drugiej podpory: miłości.
Panie, które jeszcze niezupełnie zgodziły się ze słowami św. Pawła, który wymaga posłuszeństwa od żon, z pewnością się uspokoją, gdy usłyszą dalsze jego słowa. Apostoł wymaga od kobiet posłuszeństwa i podporządkowania się, ale jednocześnie rozkazuje mężom:
Mężowie! Miłujcie żony wasze jak Chrystus miłował Kościół i wydał zań samego siebie, aby go uświęcić (Ef 5, 25-26).
A, to co innego! Teraz już widzę w całości myśl chrześcijańską o małżeństwie! Chrześcijaństwo, jako najwyższy ustrój porządku społecznego, potępia okrucieństwo i rewolucję nie tylko w życiu państwowym, ale i w rodzinie. Równie ważną podstawą życia rodzinnego jest nie tylko posłuszeństwo i powaga, ale i miłość. Posłuszeństwo chroni od rozruchów rewolucyjnych, miłość chroni od okrucieństwa.
Św. Paweł uczy, że (...)
mąż jest głową żony, jak Chrystus jest Głową Kościoła! Czyli że mąż powinien być podobnie ofiarny, bezgranicznie oddany, narażać nawet swoje życie i szczerze kochać żonę taką ofiarną miłością, jaką ukochał Chrystus swój Kościół. Mąż tak samo powinien, jeśli zajdzie potrzeba, oddać życie dla żony, jak Chrystus ofiarował swoje życie dla Kościoła.
(...) Jak bardzo różni się to wzniosłe pojęcie o małżeństwie od pieśni miłosnych i od kochania, o którym piszą romanse! Zupełnie inna jest miłość ewangeliczna! Tamta jest miłością zmysłową, która się przejawia w pochlebnych słowach, pustych przymilaniach i barwnych frazesach – ale mija prędko (...). Druga natomiast, miłość ewangeliczna — jest czysta, święta, ofiarna, wytrwała, przejawia się nie w słowach, ale w czynach. (...)
Zapytajmy kogokolwiek przed ślubem:
– Po co się żenisz?
- (...) Żebym był szczęśliwy!
Czy nie tak odpowiedziałaby większość ludzi? To płytkie i zewnętrzne pojmowanie małżeństwa jest przyczyną tragedii wielu małżonków! Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia. (...) Uznaj, że tylko wtenczas będziesz szczęśliwy, kiedy uszczęśliwisz drugą osobę; jeśli wyrzekniesz się przyjemności, żeby sprawić przyjemność drugiej osobie. Wtenczas będziesz szczęśliwa, gdy się pogodzisz z prawdą, że gdzie dwoje ludzi żyje razem, tam muszą być nieporozumienia, a ty powinnaś je łagodzić.
Czy zapomniałaś, że małżeństwo zawiera się przy ołtarzu? Ołtarz jest miejscem ofiar i napomina małżonków: bez wzajemnych ofiar nie ma szczęścia! (...)Małżonkowie! Bądźcie względem siebie uprzedzająco grzeczni, kochajcie się czule, starajcie się odgadywać swe pragnienia, bądźcie wyrozumiali i ofiarni. Jeśli oboje tak będziecie myśleć, wtenczas silnie będzie stał wasz rodzinny stół. (...)