Sobota, 31 lipca 2010 r.    Patroni dnia: Św. Ignacy Loyola; imieniny: Heleny, Leopolda, Ernesta
ustaw jako startową dodaj do ulubionych rss
    drukuj wyślij
2009-05-05
Ks. dr Dariusz Oko, ”Miłujcie się!”, nr 2-2009

Kościół wobec homoideologii (cz. II)


Siła światowej ofensywy gejów nie pochodzi z racji, ale z woli politycznej. Nieliczni i często już schorowani ludzie nie mogliby osiągnąć takiego znaczenia, gdyby nie środowiska polityczne, które uczyniły sobie z nich swój sztandar i taran. Jak wielka musi być bieda, jakże wielkie zagubienie duchowe ludzi, którzy z czegoś takiego czynią centrum swojego życia.

Jak bardzo zaburzeni muszą być ludzie, którzy potrzebują tylu kłamstw, tyle fałszu, żeby istnieć. Ale przynajmniej sytuacja jest bardziej jasna, przejrzysta, łatwiej się zorientować, z kim mamy do czynienia. Osoby, które są najbardziej prohomoseksualne, zwykle są też głę­boko antychrześcijańskie i w ogóle antyreligijne. Widać w tym też wielką klęskę i obnażenie natury rozumu ateistycznego. Bo, zaiste, jak bardzo zdegenerowany musi być rozum, żeby z takiego absurdu czynić swój sztandar... Jest to jednak dobrze zrozumiałe. Rozum, który u podstaw popełnia tak wielki błąd, iż neguje istnienie Boga – swojego Stwórcy, Źródła i Spełnienia, tym bardziej jest zdolny do każdego innego błędu, także takiego. Homoideologia jest w dużym stopniu tworem umysłu ateistycznego, konsumpcyjnego. Dlatego rozkwita najbardziej tam, gdzie najbardziej słabnie chrześcijaństwo i w ogóle religijność.

Jest czymś ewidentnym, że homolobby najmocniejsze jest w tych krajach Europy, które są najbardziej zlaicyzowane i zdechrystianizowane. A ateizm – teoretyczny lub praktyczny – co do liczebności stanowi już czwarte „wyznanie" świata. Należy oczekiwać, że im mniej będzie chrześcijaństwa, tym więcej będzie homoideologii oraz innych ateistycznych „izmów”. Gdzie zasypiają rozum i wiara, tam budzą się demony ideologii. Wiele – poza już wymienionymi – przykładów wskazuje na to, że takie demony znowu budzą się w pewnych ateistycznych duszach, które – po krótkiej przerwie – od nowa przy pomocy „prawa", więzienia i jeszcze brutalniejszych środków chcą eliminować ludzi wierzących. Wiele wskazuje na to, że zaczyna się kolejne prześladowanie chrześcijan. Znowu zaczyna się grozić duchownym więzieniem i śmiercią – znamy to, szczególnie w Polsce, aż nadto dobrze.

Nic dziwnego, że napięcie w tej kwestii pomiędzy Watykanem a Strasburgiem przypomina to wcześniejsze pomiędzy Watykanem a Moskwą. Tak jak chrześcijaństwa nie da się pogodzić z komunizmem, tak samo nie da się go pogodzić z homoidelogią. Ci, którzy ze Strasburga i Brukseli usiłują narzucać nam homoideologię, żądają tym samym, abyśmy zaparli się naszej wiary, abyśmy odrzucili zasady moralne integralnie z niej wynikające, abyśmy podeptali nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI, nauczanie Kościoła. Jak kiedyś ateiści z Moskwy. Non possumus!

Nie trzeba też obawiać się jednego z ich głównych straszaków, mianowicie etykiety homofoba. W faktycznym użyciu tego pojęcia homofobem jest każdy, kto ośmieli się powiedzieć publicznie bodaj jedno krytyczne zdanie na temat homoideologii. W tym znaczeniu pierwszymi homofobami tej ziemi są najwyższe autorytety moralne i religijne, takie jak Jan Paweł II i Benedykt XVI, są nimi biskupi katoliccy i prawosławni, jest także Matka Teresa z Kalkuty, bo ich krytyka homoideologii jest najmocniejsza, najbardziej zdecydowana, ugruntowana i znacząca. Podobnie homofobami są w ogóle teiści, ludzie religijni, także ortodoksyjni Żydzi i muzułmanie. Tak wyrażają się sami homoaktywiści. Transparent z napisem „Benedykt XVI – homofob” trzymali geje, którzy 5.06.2005 ceremonią pseudoślubu lesbijek sprofanowali bazylikę Notre Damę w Paryżu i następnie poturbowali jej proboszcza. Była to ich odpowiedź na kolejne słowa papieża potępiające dążenia homolobby. Tak samo nazwali papieża przywódcy gejów Francji, Włoch i Niemiec po opublikowaniu listopadowej instrukcji Watykanu.

Można dodać, że na przykład homofobem jest były prezydent Stanów Zjednoczonych Georg Bush, który starał się o taką zmianę konstytucji USA, aby niemożliwe było postawienie na jednej płaszczyźnie związków gejowskich i małżeństw. Tak więc zarówno człowiek mający w świecie największy autorytet i wpływ duchowy, jak i człowiek o największej władzy poli­tycznej, gospodarczej i wojskowej są zdecydowanymi homofobami... Po prostu przyzwoity, prawy człowiek w naturalny sposób staje się krytyczny wobec homoideologii (o ile ją poznaje), a tym samym automatycznie jest zaliczany do homofobów, podobnie jak kiedyś każdy krytyczny wobec partii był zaliczany do wrogów ludu. W ich ustach to zaszczytne miano. Każdy sam musi wybrać, czy razem z bł. Matką Teresą, Janem Pawłem Wielkim i Benedyktem XVI chce być zaliczany do homofobów, czy też razem z Adamem Michnikiem, Jerzym Urbanem (jego serdecznym przyjacielem) i Joanną Senyszyn – do homofanów. O zmagania takich obozów, z takimi głównymi przedstawicielami, tutaj chodzi.

W tej sytuacji muszą szokować wypowiedzi „katolickich" publicystów, którzy głoszą dokładnie coś przeciwnego. Publicznie sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła i papieżowi, trzeba to głośno powiedzieć. Na przykład pani redaktor Halina Bortnowska w „Gazecie Wyborczej” z 4/5 czerwca 2005 pisze: „No tak, piszę o tym przecież nie pierwszy raz: moim zdaniem odpowiedzialna budowa trwałego partnerskiego związku zgodnego z orientacją homoseksualną to zamierzenie godne najwyższego szacunku i pomocy”. Zdanie to (podobnie jak szereg innych z jej artykułu) stoi w oczywistej, jaskrawej sprzecz­ności z Katechizmem Kościoła Katolickiego, który, jak wiemy, stwierdza o tych związkach: „(...) w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane”, z określeniami Jana Pawła II: „(...) godne ubolewania wypaczenie, zachowanie dewiacyjne”. Ksiądz Adam Boniecki w „Tygodniku Powszechnym” z 27 listopada 2005 zachęca katolików do uczestniczenia w marszach homoseksualistów, a w numerze z 3 lipca 2005 postuluje legalizację pseudohomomałżeństw, podczas gdy obaj papieże powiedzieli przecież: „Jeśli wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawiania się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, to politycy katoliccy zobowiązani są do tego w sposób szczególny na płaszczyźnie im właściwej”. Księża, można by sądzić, tym bardziej. Podobnie jak pani Bortnowska, w całkowitej zgodzie z nią, wypowiadają się także ks. Jacek Prusak SJ i o. Tadeusz Bartoś OP, który porzucił zakon oraz kapłaństwo. Przy całym szacunku dla tych osób trzeba stwierdzić, że w tej kwestii znajdują się w obozie dokładnie przeciwnym Kościołowi. Dotyczy to zwłaszcza decydentów „Tygodnika Powszechnego”, który w tym obszarze nie zachowuje się jak pismo katolickie, ale raczej jak „religijny” dodatek do „Gazety Wyborczej”, realizując podobną politykę. Zestawienie wszystkich tekstów, jakie ukazały się w „Tygodniku Powszechnym” na temat homoseksualizmu w ostatnich trzech latach, jednoznacznie pokazuje, że w tym obszarze pismo to – jako jedyne „katolickie" medium w Polsce – zdecydowanie odrzuca naukę Kościoła i za swoją przyjmuje homoideologię. Prym wodzi tu prof. Jacek Bomba, który na jego łamach swobodnie propaguje swoje homoideologiczne poglądy, a szczególnie mocno wspierają go w tym pan Tomasz Fiałkowski (sekretarz redakcji o często jakże decydującym wpływie) oraz wspomniany już ks. Jacek Prusak SJ. Można powiedzieć, że razem stanowią czołową „homotrójkę” Tygodnika, „sól, która utraciła swój smak" (Mt 5, 13). Biorąc to pismo do ręki, czytając szczególnie tych wymienionych autorów, trzeba sobie zdawać sprawę, czego można oczekiwać. To jest usiłowanie łączenia chrześcijaństwa z czymś, z czym ono absolutnie nie da się pogodzić.
 
strona: 1 2 3
Zobacz także:
Liczba Hiszpanów deklarujących się jako katolicy spadła do 73 proc. Osiem lat temu za katolików uważało się niemal 80 proc. mieszkańców kraju.
Specjalne plakaty w języku angielskim i hiszpańskim oraz materiały edukacyjne towarzyszą rozpoczętemu 26 lipca w USA Tygodniowi Świadomości Naturalnego Planowania Rodziny. Program, organizowany przez episkopat USA, upamiętnia datę ogłoszenia encykliki papieża Pawła VI „Humanae Vita”(25 lipca 1968 r.)
Naukowcy Uniwersytetu Otago w Nowej Zelandii wykazali, że homoseksualiści i biseksualiści doznawali w dzieciństwie traumy – w postaci czynów lubieżnych, gwałtów i przemocy lub też byli świadkami przemocy domowej – częściej niż osoby bez takich skłonności. – Osoby identyfikujące się jako homoseksualiści lub biseksualiści, lub takie, które miały doświadczenie lub relację jednopłciową, częściej pochodzą z bardziej obciążonych środowisk – powiedziała badaczka prof. Elisabeth Wells.