Sobota, 31 lipca 2010 r.    Patroni dnia: Św. Ignacy Loyola; imieniny: Heleny, Leopolda, Ernesta
ustaw jako startową dodaj do ulubionych rss
    drukuj wyślij
2009-05-27
O. Jacek Woroniecki OP (1878-1948)

Pokora i jej rola w stosunkach międzynarodowych


I

Pokora nigdy nie miała uznania tego świata. I nic dziwnego! Jakże ten świat, który się wzdraga przed wszelkim wyrzeczeniem, byłby w stanie pogodzić się z największa ofiarą - ofiarą miłości własnej.

Ale ma się wrażenie, że może pokora sama jest odpowiedzialną w pewnym stopniu za ten dyskredyt, jaki ją otacza na świecie i od którego nawet w środowiskach chrześcijańskich nie jest zupełnie wolną. Lub, jeśli wyraz dyskredyt wydaćby się miał komu zbyt silnym, to powiedzmy, że sama jest ona poniekąd winną temu, iż nie jest dość cenioną nawet przez uczniów Tego, który tak jak nikt inny był „cichym i pokornego serca”. Nie dba ona dostatecznie o to, aby się dać poznać ze swej strony pozytywnej, czynnej, pociągającej umysły i serca, ale zawsze pokazuje raczej tylko to, co ma w sobie negatywnego, biernego i odrażającego — biedną naturę ludzką.

Sądzę, że tu też należy szukać racji, dla której pokora wydaje się wielu wprost niemożliwą do praktykowania i w stosunkach międzynarodowych. Już w osobistem naszem życiu żąda ona nieraz wielkiego, w pewnych wypadkach heroicznego, zaparcia się siebie, które jednak idzie na nasz własny rachunek, I oto słusznie można się zapytać czy ma się prawo do podobnych wyrzeczeń już nie na swój rachunek, ale na rachunek cudzy, to jest na rachunek tych grup społecznych, czyto narodowych czy też innych, do których się należy ?

Zapewne, że i w stosunkach międzynarodowych podobnie jak i w stosunkach między jednostkami należy panować nad przeczuleniem miłości własnej, która żadnej nagany ani nawet krytyki nie znosi i nieraz nas tylko ośmiesza. Należy umieć znieść ujemny sąd zarówno gdy się odnosi do nas samych, jak i wtedy, gdy odnosi się do naszego narodu; i nawet gdyby zawierał on zarzuty przesadzone, niesłuszne, nieprzedmiotowe to i to należy umieć uśmierzyć odruch niezadowolenia i nie dać się pociągnąć chęci odwetu i odpowiedzenia gorszemi jeszcze zarzutami: ,,A u was to może lepiej!” Umieć zamilczeć z godnością jest nieraz najlepszym sposobem bronienia czci swojej i swoich.

Jasnem jest jednak, że można i nawet należy dalej pójść w przyjmowaniu upokorzeń, gdy nas dotykają osobiście, niż gdy ma na niem cierpieć cała grupa społeczna, do której należymy jakto rodzina, korporacja, naród, państwo. W takich wypadkach dobra sława winna być broniona jako dobro wspólne, którem poszczególne jednostki nie maja prawa rozporządzać się, jak same chcą.

„Miej pieczę o dobrą sławę, - mówi księga kaznodziejska, - bo ta dłużej trwać będzie tobie niż tysiąc skarbon drogich i wielkich” (Kazn. 41, 15). Tę to uzasadnioną pieczę i dbałość o dobrą sławę możemy nazwać dumą i przez nią w życiu narodowem rozumieć to poczucie zadowolenia ze wszystkiego, co jest dobrem, szlachetnem i pięknem w naszej przeszłości i teraźniejszości narodowej. Dla oznaczenia zaś spaczenia tego uczucia posługiwać się będziemy wyrazem pycha narodowa, albo tak bardzo rozpowszechnionym od czasów napoleońskich terminem „szowinizm”, który jest niczem innem jak taryzejskiem zdeprawowaniem patrjotyzmu.

Jednak powyższe rozważania dalekie są od wyczerpania zagadnienia i dania nań zadawalającej odpowiedzi. Dotykają one pokory z jednej tylko strony i to mianowicie z jej strony negatywnej i biernej, która nie może nam wystarczyć ani w życiu indywidualnem ani tembardziej w życiu społecznem. Mylił się, i to mylił się bardzo potępiony przez Leona XIII amerykanizm, gdy w pokorze dopatrywał się wyłącznie biernego nastroju duszy, niemającego nic innego na celu jak tylko zaprawić nas do przyjmowania upokorzeń. Nie! Winna ona być czymś o wiele szerszem i głębszem, winna być mocą czynną i twórczą, i tylko tak pojęta jest w stanie przeobrazić nasze życie i wnieść ducha chrześcijańskiego i do stosunków międzynarodowych.

II

Otwórzmy w Summie Teologicznej św. Tomasza w II-II. piękną qu. 161-ą, którą św. Tomasz poświęcił cnocie pokory, a wnet zobaczymy jak bardzo góruje ona nad tym zubożałem i zacofanem pojęciem pokory, które jest dziś między nami w obiegu.

Dla Doktora Anielskiego cnota pokory chrześcijańskiej jest nadprzyrodzonem usposobieniem, dzięki któremu chętnie i sprawnie skłaniamy się przed Bogiem i przed tem wszystkiem, co jest boskiego w bliźnim. Nie myślimy bynajmniej odrzucać tego, cośmy nazwali stroną negatywną i bierną pokory, i św. Tomasz wyznaczył jej też odpowiednie miejsce w całokształcie swej doktryny o pokorze, wcielając do niej piękną naukę św. Benedykta o stopniach pokory. Ale są to czynniki wtórne, które winny wypływać jako następstwo z tego podstawowego a pozytywnego nastroju duszy, bez którego najbardziej uniżone zachowanie się i najpokorniejsze słowa wydawać będą jakiś fałszywy dźwięk i nie przekonają nikogo.

Dodajmy jeszcze, że te wtórne czynniki pokory są w nas następstwem zła i tego grzesznego stanu, z którego nigdy nie jesteśmy w stanie się całkowicie wyzwolić. Grzech to sprawia, że człowiek winien być w każdej chwili gotowym do zniesienia upokorzeń, które nań spadają i zawsze są mniejsze, niż mu się należy. Aleć oczywistem jest, że o takiej pokorze nie mogło być mowy ani u Chrystusa Pana, ani u Matki Najświętszej. Gdyby więc to, co nazwaliśmy stroną negatywną i bierną pokory i co jest następstwem grzechu, stanowiło główną jej istotę, to nie do pojęcia byłoby, jak mógł Chrystus powiedzieć o sobie „uczcie się odemnie żem jest cichy i pokornego serca”, ani jak Marja mogła w Magnificat śpiewać „wejrzał na pokorę służebnicy swojej”. Inaczej rzecz się będzie miała gdy za istotę pokory uznamy tę skłonność podporządkowywania się Bogu we wszystkich naszych dążeniach; wtedy jasnem się nam stanie, że właśnie w tych dwóch istotach, których skaza grzechu nigdy nie tknęła, musiała ona zajaśnieć najpiękniejszym blaskiem i że i pod tym także względem będą One dla nas zawsze najwyższemi wzorami.

Pokora tedy w tem, co jest najistotniejszego, jest jakby jakąś czułością na Boga i wszystko, co Bożego na świecie; sprawia ona, że człowiek łatwo i chętnie miarkuje swe dążenia do własnej wielkości duchowej, nie wyrzekając się ich bynajmniej, gdyż to byłoby małodusznością, lecz, podporządkowując hierarchicznie wielkości Bożej, którą wszędzie w stworzeniach, ale szczególnie w stworzeniach rozumnych dostrzega. To miał na myśli św. Tomasz gdy pisał, że pokora czyni człowieka „capacem Dei” (In Mat. c. X, 3) zdolnym do Boga, do odczuwania go wszędzie, do odszukania go w każdym jego stworzeniu, tam gdzie dusza pyszna go nie dostrzega.

Pierwszym przeto przedmiotem pokory jest sama wielkość Boża, przed którą dusza chętnie się korzy, przed którą pragnęłaby unicestwić w sobie wszystko, co nie jest pochodzenia Bożego, a więc zło i grzech i wszelkie braki i niedostatki będące własnem naszem dziełem. Rozciąga się ona następnie i do bliźniego, który więcej niż jakiekolwiek inne stworzenie ziemskie odzwierciedla w sobie nieskończone doskonałości Boże; wobec niego pokora winna nas uczyć skłaniać się, podporządkowując to wszystko, co w nas jest naszego, a więc nasze braki, temu, co w nim jest Bożego. Nie jest to natomiast pokorą, ale najgorszą jej parodią zwaną uniżonością, skłaniać się przed ujemnemi, cechami charakteru bliźniego, gdy występują z pozorami pewnej potęgi i mocy tego świata, a jeszcze bardziej podporządkowywać im to, co w nas jest Bożego. (Patrz głęboki wykład tego zagadnienia w S.Th. 2-2, qu. 161, art. 3).
 
strona: 1 2 3
Zapraszamy na nasze strony
Subskrypcja
Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail: