Obejrzeliśmy paradę w starym stylu. Przemówienie również było w starym stylu. To, co było nowego, to być może fakt, że między prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem a premierem Władimirem Putinem siedzieli przywódca Chin i kanclerz Niemiec. Nowym były także polskie reakcje na to oraz siedzący dalej p.o. prezydent RP, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i Wojciech Jaruzelski. Nie potwierdziły się też jakiekolwiek przypuszczenia, że pojawi się jakiś nowy akcent, że nastąpi jakaś zmiana. Usłyszeliśmy tę samą historię, w którą my - naszą obecnością - się wpisaliśmy. A mianowicie, że wojna zaczęła się w 1941 roku, że Armia Czerwona przyniosła nam wolność, że była główną siłą, która pokonała Niemcy. Co więcej, to, na co Polacy tak lubią zwracać uwagę - czyli że Polacy szli za Ukraińcami, ale przed Amerykanami. Czyli wpisano nas, że tak powiem, jakby w tę koalicję wschodnią.
Co się zaś tyczy samego udziału naszych żołnierzy w defiladzie, to wyrażałem już krytyczne uwagi na ten temat. Jak wiadomo śp. prezydent Lech Kaczyński zastanawiał się nad tym, czy jechać, czy też nie. Mnie się zawsze wydawało, że powinien jechać tylko pod pewnymi warunkami, tzn. odpowiedniej oprawy tej wizyty. Do tego należało wręczenie medali osobom z Memoriału i spotkanie się z opozycją rosyjską. My powinniśmy starać się nawiązywać jak najlepsze relacje z Rosją, ale z Rosją demokratyczną, z Rosją, która się wyzbywa ambicji imperialnych, która staje się krajem wolności itp.
[...]
Za:
„Nasz Dziennik”