Sobota, 4 luty 2012 r.    Patroni dnia: Św. Weronika , Św. Andrzej Corsini, biskup
ustaw jako startową dodaj do ulubionych rss
    drukuj wyślij
2007-11-16
Józef Szujski

Moralność i wiedza jako czynniki w historii


Przedmiot dzisiejszego wykładu nasuwał się prelegentowi niejednokrotnie. Wyzywały do podjęcia przedmiotu dosyć zagęszczone między publicznością i młodzieżą książki, wyzywały niektóre pisma periodyczne, szczególniej warszawskie, od lat kilku objawiające kierunek mocno zdaniu prelegenta przeciwny w sprawie, która go jako trudniącego się historią obchodzić musiała. Chociaż wzięty z zakresu filozofii a mianowicie filozofii historii, mniemam, że się nadaje do prelekcji publicznej; dotyka bowiem spraw najrzeczywistszych, najpowszechniejszych, w samych abstrakcjach gubić się nie potrzebuje a godzien jest zaiste zająć uwagę publiczności.

Długie wieki była historiografia raczej kunsztem pisarskim lub czynem obywatelskim, jak umiejętnością, dziejoznawstwo zaspokojeniem ciekawości, wskazówką dla mężów politycznych raczej, niż powszechnym przedmiotem nauki. Najznakomitsze dzieła historyczne, jakie nam przekazała starożytność i średnie wieki Tukidydes czy Tacyt, Grzegorz Turoneński, czy Froissart, Machiavelli czy Długosz, powstały z bezpośredniego, że się tak wyrażę, potrącenia piszącego, do przedstawienia bliższej lub dalszej przeszłości; niesie je też indywidualność autora, opiniami swymi i sądem wybitna, na współczesnych szczególnie wypadkach znamię swoje wyciskająca. Wszystkim tym ludziom przyświecało Cycerońskie o historii zdanie, że jest mistrzynią życia. Nie pojmowali dziejopisarstwa i dziejoznawstwa w oderwaniu od życia, jako nauki dla siebie. Obok nich, w pewnym już do dzisiejszego pojęcia zbliżeniu, spotykamy erudytów historii, zbieraczy, uczonych zajętych pisaniem jej z książek i opowieści drugich, często pod wpływem potężnym znakomitych osobistości; a jeżeli nie dorastają oni wielkości dziejopisarzy pierwszej kategorii, w kunszcie przedstawienia rzeczy często od nich są wyżsi. Takimi w starożytności są greccy pisarze historii rzymskiej, takim Liwiusz, takimi średniowieczni i humanistyczni kompilatorowie dziejów. Erudycja ta, połączona z krytyką ściślejszą w wieku XVII wydała te ogromy prac historycznych, jakimi zadziwiają nas Baroniusz i kontynuatorzy, Bollandyści i kongregacja Benedyktynów ś. Maura, erudycja ta wydała pierwsze zbiory historyków, których ogromne foliały każą do dziś dnia podejmować trud podwójny, intelektualny szukania i czytania, fizyczny dźwigania kilkunastu funtowych książek.

Rozpatrując się w tej erudycji historycznej, do dziś dnia po największej części użytecznej i niezbędnej, widzimy wprawdzie, że ona istnieje dla siebie, że potrącenia do życia i ruchu od samej siebie odbiera, że szukanie prawdy faktów, sprawdzanie autentyczności dokumentów np. jest jej pobudką i czynnikiem ożywiającym, ale nie widzimy jeszcze dążenia do objęcia nagromadzonych faktów w jedną całość, przejętą myślą do nich przystającą, ustawienia ich w pewien system umiejętny, który dzisiaj spotykamy. W historiach powszechnych po dziejach czterech monarchii starożytnych: babilońskiej, asyryjskiej, perskiej, macedońskiej i królów żydowskich, następują zwyczajnie systemem średniowiecznym: Vitae Imperatorum et Pontificum jako główne tło historyczne, zresztą rozbiegają się dzieje w historie szczegółowych królestw, około tego wielkiego ogniska. Jest to ogólny szablon dziejowy, nieprzerwany podziałem na wieki średnie i nowożytne, z oznaczeniem tylko naczelnego w dziejach wypadku, przyjścia Chrystusa, jako dzielącego historię na dwie wielkie połowy.

Temu stanowisku historii, jako czynu dokonywanego pismem, dzieła sztuki i stylu i dzieła pracy uczonej, odpowiadało długie wieki i przyjmowanie jej przez społeczeństwo. Masy, nie tylko najniższe, ale średnie, żyły bez znajomości historii; korporacje, stany, zakony poprzestawały na swojej własnej, wciągając do niej tylko fakty wielkie lub z bliska ich dotyczące; żywy zmysł dla dziejów miewały tylko wyżyny społeczeństwa, panujący i mężowie stanu, dostojnicy świeccy i kościelni. Ci zaś pojmowali ją przede wszystkim jako naukę praktycznego życia lub jako uświetniający przybór wysokiego stanowiska, które zajmowali. Tak np. manuskrypt Długosza, który długie czasy na druk czekał, znajdował się w kopiach u wielu najznakomitszych rodzin polskich, dostępny tylko tym, którzy byli powołani wiedzieć coś więcej, niż tłum szlachty, kontentujący się Bielskim i Kromerem, a potem lada lichą i niesmaczną kompilacją historyczną. Tak należało do edukacji czytanie historyków, ale nie systematyczny historii wykład, nauka historii poszczególnych, szczególnie rzymskiej, ale nie całości dziejów.

Rozpatrując się też w wielkiej masie literatury historycznej, widzimy w niej albo umyślne albo naiwne niejako nie wychodzenie poza masę krytycznie lub mniej krytycznie zestawionych faktów; umyślne, gdy obawa obrazy jakiej potęgi społecznej autora wstrzymuje, naiwne, jeżeli się zagrzebał w erudycji i poza książki nigdy kombinującą myślą wyjść nie umiał. Uwaga nad historią, badanie praw historii znajdujemy długi czas nie w historii samej, ale w naukach, które podówczas wyższe zajmowały stanowisko, w książkach, które nie pochodziły od historyków erudytów w ścisłym tego słowa znaczeniu. Na czele myślicieli, obejmujących całość i cel historii znajdujemy św. Augustyna w dziele de Civitate Dei, św. Tomasza z Akwinu, kreślącego porządek moralny chrześcijańskiego świata, postać Dantego, twórcy komedii Boskiej, stawiającego się jako sędzia minionych pokoleń. Najgłębsze historyczne prawdy doświadczalne złożył Machiavelli w swoim Książęciu; zapatrywań ponurych kalwinizmu szukać by należało w rzadkiej książce Vireta: Le monde a l'empire, a dociekając np. wyobrażeń polskich o dziejach i ich przeznaczeniu, przyszłoby rozpatrywać się w Modrzewskim, Orzechowskim i Skardze. Hobbes i Monteskiusz praktyczni politycy, powiedzieliby nam więcej pod tym względem niż urzędowi historyczni erudyci. Nareszcie pierwsi dwaj mężowie, którzy dali początek pojmowaniu historii w odniesieniu jej do najwyższych zagadnień człowieka i ludzkości, którzy w masę faktów starali się wnieść nie mechaniczny, ale wewnętrzny ład jednej myśli, Bossuet i Vico, nie liczą się wcale do historyków, pierwszy z nich był teologiem, mówcą, księciem Kościoła, mężem stanu, pedagogiem delfina Francji, drugi księdzem także, humanistą raczej niż historykiem.
 
strona: 1 2 3 4 5 6
Zapraszamy na nasze strony
Subskrypcja
Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail: