Środa, 8 luty 2012 r.    Patroni dnia: Św. Hieronim Emiliani, imieniny: Sebastiana
ustaw jako startową dodaj do ulubionych rss
    drukuj wyślij
2007-11-16
Józef Szujski

Moralność i wiedza jako czynniki w historii


Discours sur l'histoire universelle Bossueta i La scienza nuova Jana Chrzciciela Vico, uchodzić też mogą słusznie za pierwsze próby traktowania historii, jako osobnej, w sobie samej zamkniętej nie nauki, ale umiejętności. Przyznał to Vico zowiąc dzieło swoje umiejętnością nową: scienza nuova. Przyznał i Bossuet mówiąc w wstępie swego dyskursu do Delfina: Aby wszystko zrozumieć w historii, trzeba znać stosunek jednej do drugiej historii, trzeba znać porządek czasów, następstwo państw i wiekuiste istnienie religii, bo na następstwie państw a wiekuistości religii polega cała historia świata.

Problem postawiony przez Bossueta i Vicona stanął odtąd na porządku dziennym umysłowości europejskiej. Najbliższym głośnym dziełem jest tu: Essai sur les moeurs Voltaira, zapatrywania Rousseau złożone w jego paradoksalnej rozprawie o wpływie wiedzy na obyczaje, rozprawka Kanta: Ideen zur allgemeinen Geschichte in weltbürgerlicher Absicht (1784) i współczesne co do roku wydania, dzieło Herdera Ideen zur Philosophie des Geschichte. Za wpływem tego ogólnego, filozofującego kierunku musiała się zmienić historiografia, musiała wyjść z epoki erudycyjnej, specjalizującej, w epokę łączącą zapatrywania filozoficzne na całość biegu dziejów z przedstawieniem faktów a przez to samo zbliżać się do stanowiska osobnej, zamkniętej w sobie, jeden wielki dział objawów świata uogólniającej umiejętności. Wybijała też dla niej godzina, gdy miała się stać udziałem masy wykształconych, obudzić powszechny interes, by zająć przez długi czas najpopularniejsze między naukami stanowisko. Rzecz zaiste interesująca jak wyglądały te pierwsze, do Kanta i Herdera sięgające wyobrażenia filozoficzne o historii, a więc o celu dziejów ludzkości, o prawach nimi poruszających. Przejdziemy je w krótkości, zwracając następnie uwagę na to, co je wszystkie charakteryzuje.

Bossuet daje pierwszy wyraz pojęciu, które świat katolicki, z mniejszymi lub większymi odmianami o historii rozwijał. Dwa czynniki są głównym dziejów wątkiem: czynnik władzy i czynnik religii, jeden zmienny, drugi stały. Kieruje nimi siła nadprzyrodzona, Opatrzność, nie łamiąca ludzkiej woli i samodzielności, ale mieszająca się w każdą czynność ludzką. "W czynnościach ludzkich wypowiada tu myśl zarówno niezmiernie prostą, jak niezmiernie głęboką, "jest coś, czego człowiek nigdy nie przewidzi i nie obliczy, jest to owe coś tajemnicze, które służy za narzędzie Bogu do wykonywania swego opatrznościowego rządu". A więc Opatrzność, Opatrzność dotykająca śmiercią mocarzy, gotujących światu przewroty niezmierne, Opatrzność ukrywająca w łonie społeczeństw nieznane czynniki kary lub dźwignienia się! Czyni to zaś Opatrzność wedle sprawiedliwości swojej, wedle wielkich praw moralnych nakreślonych i objawionych ludzkości. Nazwał to p. Laurent doktryną fatalizmu katolickiego.

Podnosząc na wielu miejscach dogmat Opatrzności, występując przeciw fatalizmowi Epikura, Machiavella, Hobbesa i Spinozy, osobliwszy prawowierności i poganizmu mieszaniec, niejasny a często sprzeczny z samym sobą w swojej Scienza nuova, Vico wprowadza w filozofię historii doktrynę nawrotów (ricorsi). Każdy naród ma swoje epoki, które przejść musi, historia idzie tymi samymi nawrotami, wieku półbogów, wieku bohaterów i wieku ludzi, aby dziwną koleją znowu zaczynać od początku. Na dnie tej doktryny obok wspomnień klasycznych o wieku złotym i następnych, tkwi przekonanie, że istotą dziejów jest podleganie naturalnym tylko prawom i dlatego to pozytywistyczne filozofie historii lubią Vicona uważać jako protoplastę.

Co Vico zatrącał, do tego przyznał się otwarcie Monteskiusz w Duchu praw. Nie mówi on wprawdzie o nawrotach, bo nie mówi o samej historii, ale traktowanie przez niego społeczeństwa ludzkiego jest tylko wykazaniem, że ono w całości zależy od warunków fizycznych, w których żyje, obraca się w kole możności, które mu okoliczności wskazują. Ci, co dzisiaj wojują potęgą klimatu, jako nowym odkryciem, niech zajrzą do Monteskiusza budującego na fizycznych własnościach ziemi niezmienną dolę dziejową. Vico i Monteskiusz wskazują przynajmniej jedno z praw, które w życiu ludzkości zaprzeczyć się nie da, które na narodach wybija piętno swoje. Cóż robi Voltaire? Duch przeczący i burzący, żyjący jedynie w atmosferze polemicznej i szyderskiej, Voltaire poświęca swój Essai sur les moeurs polemice z pojęciami chrześcijańsko-katolickimi. Używa on po raz pierwszy broni, która by się dzisiaj trywialną wydać musiała, broni, którą posługują się ateiści uliczni, szyderstwa z mniemanych Opatrzności rządów. Krucjaty przypisuje krzykliwemu mnichowi Piotrowi d'Amiens, reformację kłótni Augustianów z Dominikanami, sprowadza największe wypadki do intrygi drobnej, skandalicznej, nikczemnej: z nerwowym rozdrażnieniem stawia ślepy fatalizm przeciw Opatrzności Bożej.

Herder, głowa entuzjastyczna a pełna sprzeczności, stawiając raz w wymownych słowach rządy Opatrzności, nie chce ich wszakże mieć po za ludzkością, ale w ludzkości, odstępując też od myśli Bossueta, koniecznie zapadać musi w naturalizm Monteskiusza, a nawet miejscami w fatalizm Voltaira. Rozwija szeroko i trafnie wpływ przyrody na człowieka a w smutnym humorze nazywa pracę dziejową ludzi męczarnią Ixyona, Syzyfa i Tantala. Natura ludzka zawsze jedna, po tysiącu wieków będziemy takimi, jakimi jesteśmy obecnie. Kant z lekka dotykający filozofii historii, zamykając to pierwsze niejako koło myślicieli, protestant, rzecz dziwna wraca do Bossuetowskiego postulatu Opatrzności. Nie pojmuje on przypuszczenia rządów Opatrzności w naturze, jeżeli ich się nie widzi w dziejach świata, chociaż sprawdzenie ich tamże daleko większym ulega trudnościom. Ten rząd musi mieć cel, tym celem musi być postęp. Jako takie cele postępu zakreśla Kant w kilku pisemkach współczesnych rewolucji francuskiej: rzeczpospolitą, religię wolną od węzłów ortodoksji i to nazywa założeniem Królestwa Bożego na ziemi.

Po raz pierwszy, w ustach pruskiego filozofa, spotykamy się tu ze słowem postęp. Nie znał tego pojęcia Bossuet, Vico, Voltaire, nie wypowiedział jeszcze Herder, a w ciągu XVI, XVII i XVIII w. nie brakło zapatrywań wręcz odwrotnych, że ludzkość nie postępuje, ale upada. Pomimo nowej nauki, którą nieśli, Luter, Kalwin i jego uczeń Viret uważali świat za upadający. Doktryna Vicona wprost była przeciwna postępowi, Rousseau tęskniąc sentymentalnie za étât savage widział w postępie nauki nieszczęście człowieka. Herder wyklucza możność wskazywania drogi postępu, twierdzeniem, że historia przyszłości przewidywać nie może. Starożytność złoty wiek kładła poza sobą, średnie wieki spodziewały się wielokrotnie tylko - końca świata. Skądże ta nowa idea wprowadzona w myślenie o historii, idea, której genezę teraz bardziej zbadać warto, że dzisiaj jest tak potężną?
 
strona: 1 2 3 4 5 6
Zapraszamy na nasze strony
Subskrypcja
Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail: