Nie jest to wcale pomysł Kanta. Słowo progres w znaczeniu postępu ludzkości, jako celu jej i drogi, wylęgło się właśnie we Francji. Pierwszy użył go Turgot w Ebauche d'un discours sur le progres humain, a odtąd w gorących dniach przed i wśród rewolucji francuskiej stanęło ono jako sztandar, przeciwko prejuges, przeciwko przesądowi. Nie trzeba było obszernych dzieł, aby się przyjęło; droga, po której Francja kroczyła, zasłana ruinami dawnego świata, potrzebowała wielkiej dewizy, która jako błyskawica przebiegła Europę i królewieckiego filozofa obudziła z abstrakcyjnej zadumy.
Tą dewizą stał się postęp, nie postęp nauk, nie postęp moralności, nie postęp handlu, przemysłu, pracy ludzkiej, ale to uznanie, że to, co się dzieje, dobrze się dzieje, że to, co się działo, gorzej się działo, że wszystko co było, należy oceniać wedle chwili pewnej, którą się za dodatnią, wprost do wysokich celów prowadzącą uważa. Na takie śmiałe twierdzenie nie zdobyły się liczne poprzednie wieki w historii i rzeczywiście z tej strony rzecz uważając je przypomina się owo biblijne: Eritis sicut Deus scientes bonum et malum.
Na pierwszy rzut oka jest to teoria najbardziej do Bossuetowskiej zbliżona. Dzieje ludzkości nie są prostym trafem, nie są tylko panowaniem sił natury - mówi jedna i druga - dziejami ludzkości kieruje myśl wyższa - mówi jedna i druga. Tylko że Bossuet myśl tę zostawia u Boga w uczuciu wiary i nadziei: rewolucja francuska oddaje ją ludziom, opatrując generację swoją przymiotem nieomylności w dążeniach i myślach. Ale nie podlega wątpliwości, że jeżeli co, to zmieszanie w idei postępu pierwiastku chrześcijańskiego fatalizmowi przeciwnego, z eudajmonizmem pogańskim i najponętniejszą z namiętności umysłowych pychą, że to zmieszanie mówię przyczyniło się walnie do bezprzykładnie szybkiego rozszerzenia idei postępu w świecie, do oparcia na niej wszystkich wyobrażeń o świecie i dziejach.
Na niej oparł się też od razu cały podział dziejowego obszaru. Na straży wieków średnich stanął Chrystus, na straży nowych Kolumb, Guttenberg i Luter, najnowsze otwierała rewolucja. Z ideą postępu w ręce łatwo było odnaleźć podziały, chociażby sprzecznej często natury: Konstantyn W, Karol W., koniec wojen krzyżowych, westfalski pokój. Co przy teorii Bossueta w dwie wielkie rozpadało grupy, co przy teoriach naturalizmu układało się w grupy powstających i upadających państw i narodów, to teraz weszło z łatwością w gotowe szablony, mierzące przeszłość wedle tego, jak ona obecny wiek postępu przygotowała. Kult też postępu wprowadził w historię ten eklektyzm w sądach, mieszający przeciwne żywioły razem, podnoszący kolejno do znaczenia gotujących drogi pańskie osobistości wykluczające się nawzajem, wyrzucił de facto zasady z historii. Wprowadził on za to, oparte, chociaż tylko na wielkiej hipotezie, zestawienie i objęcie całości dziejów, jako organicznej całości, stał się dla niej owym owocem dobrego i złego, od którego spożycia, jako umiejętność żyć zaczęła.
Ogólnik postępu musiał się oczywiście stać przedmiotem szczegółowego studium historyczno-filozoficznego. Podniesiony na ziemi francuskiej zajmował on szczególniej filozofię niemiecką, używany jako punkt widzenia dziejów w sposób najrozmaitszy. Nie ma systemu filozofii w Niemczech, który by, jeżeli nie osobnego dzieła, to przynajmniej właściwych zapatrywań w tym wielkim a trudnym dziale myślenia nie posiadał. Hegel nazwał starożytność tezą, średnie wieki antytezą w historii, w rozwoju germańskiego żywiołu, jako żywiołu wolności, zapowiadał syntezę wieków nowszych. Schelling przeprowadzając postęp świadomości przez naturę do człowieka, w dziejach widział stopniującą się świadomość od Orientu do Grecji, od Grecji do Rzymu, od pogańskiego Romanizmu do indywidualizmu Chrześcijaństwa. W samym pojmowaniu Chrześcijaństwa w przeciągu ery Chrystusowej, widział w średnich wiekach fazę zwaną Petrynizmem (katolicyzm), w nowszych Paulinizm (w reformacji) a przewidywał epokę ś. Jana (religii wolnej opartej na Chrześcijaństwie).
Po katolickiej stronie w Niemczech modyfikowali te teorie Schlegel Fr., Windischmann, Molitor i Görres, odziewając teorię postępu w szaty mistyczne, ratując wywodami filozoficznymi dogmaty Kościoła. W Polsce kierunek ten filozofii niemieckiej najwięcej obudził filozoficznej myśli; świadkiem Krasiński i Cieszkowski, układający na kanwie Hegla i Schellinga pierwszy: Trzy myśli Ligenzy, drugi Prolegomena zur Historiosophie i Ojcze Nasz, stawiający po idealizmie germańskim, jako antytezie realizmu starożytności, syntezę przyszłej epoki woli, natchnionego czynu. Przypominam tu legendę Krasińskiego z kardynałem, rozpoczynającym epokę trzecią, gdy kontuszowa szlachta nad głową św. Pawła trzyma walącą się świątynię rzymską. Nie waham się nawet do tej kategorii historiograficznych kombinacji policzyć mesjanizmu Mickiewicza, chociaż ten tak absolutnie w trzecim tomie prelekcji obszedł się z Heglem, Schellingiem i filozofią niemiecką w Polsce.
W jedynej prawie sprzeczności z teorią postępu, kreślącą przeszłe a zapuszczającą się w przyszłe drogi świata, była w Niemczech Schopenhauera filozofia prowadzona dzisiaj przez Hartmanna. Wbrew panującemu w filozofii niemieckiej optymizmowi, stawia Schopenhauer najbardziej skrajny pesymizm jako charakterystykę doli świata, broni chrześcijańskiego dogmatu upadku człowieka, stawiając jako najwyższą domagalność umysłu zapadnięcie w stan indyjskiej bezwoli, ratującej od czułości na złe w świecie i ludzkości. Dziwny zaiste protest przeciw gorączce postępowego optymizmu.
Nazwaliśmy powyżej tę całą serię zapatrywań historiozoficznych pomieszaniem antyfatalistycznego pojęcia chrześcijańskiego Opatrzności z eudajmonizmem pogańskim i pychą ludzką, stawiającą własną drogę jako drogę nieomylną, Bożą, Opatrznościową. Chrześcijańska idea łagodziła złe tego kierunku, wiodła do wielkich pomysłów, do prac i usiłowań naukowych potężnych a nie pomylimy się może, jeżeli tej poruszającej myśli historiozoficznej przypiszemy potężny rozwój nauki historii i wielką jej popularność. Poczucie, że to, co się w dziejach działo, działo się dobrze i zmierzało ku lepszemu jeszcze, zwrócić musiało umysły do pełnego życia i chęci zrozumienia życia, badano przeszłości, do gorącego jej zamiłowania, do rozpatrywania jej krytycznego we wszystkich kierunkach, któremu często brakło należytego przedmiotowego spokoju, ale które bądź co bądź mnóstwo faktów odczutych i zrozumianych na jaw wydobyło. W Niemczech, we Francji, w Anglii, w Polsce do niedawna historia była przeważnie i największy interes budzącym badaniem, a badanie to - poświadczyć tu mogą protestanccy pisarze o Kościele katolickim, odbywało się z naukowym punktem honoru, aby dotrzeć do prawdy i nie zataić prawdy.
Z drugiej strony przyznać należy temu kierunkowi, że w gruncie na racjonalizmie oparty, miał szeroko otwarte oko na niezmierzoną chrześcijaństwa wielkość, miał wagę w sobie, nie pozwalającą mu jeszcze mieszać go z Buddyzmem lub nauką Konfucjusza, miał w Schellingu i filozofach i poetach - myślicielach polskich, poczucie ideału, poczucie tego, czego ludzkości brakuje, co ją rozrywa i co ją boli, co przewalczonym i zmienionym być musi, stawiał wielkie postulaty, czy kościoła świętego Jana Schellinga i Krasińskiego, czy epoki woli Cieszkowskiego, czy dociągnięcia moralnego w mesjanizmie. I spoglądając dzisiaj, w jakich sferach snuje się myśl filozoficzna naszych pigmejów po dziennikach pozytywnych, musimy z epoką tą, niestety, minioną opłakiwać ludzi, którzy mieli pierś nie podług miary krawca, lecz Fidiasza. Jeżeli też i wśród nich niepodobna nie dopatrzyć pewnej apoteozy fatalizmu czynów dokonanych, jeżeli chylą głowy przed ludźmi, których uważają za ludzi Opatrzności, to wybierają przynajmniej olbrzymów, że tu wspomnę Mickiewiczowski kult Napoleona!