1 kwietnia obchodzimy 370. rocznicę ślubów Jana Kazimierza, który w roku 1656 przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej w katedrze lwowskiej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Maryi, nazywając ją Królową Polski. Warto jednak pamiętać, że odnoszący się do Matki Zbawiciela tytuł Królowej Polski nie jest wymysłem naszych rodaków, lecz został objawiony trzykrotnie przez Maryję na początku XVII wieku… pewnemu 70-letniemu włoskiemu jezuicie! Poznajmy zatem tę pasjonującą historię…
Juliusz (Giulio) Mancinelli – bo o nim mowa – urodził się 13 października 1537 roku w miejscowości Macerata, dwieście kilometrów na północny wschód od Rzymu. Był cenionym mistrzem nowicjatu rzymskich jezuitów wtedy, gdy przebywał tam i zmarł nasz osiemnastoletni rodak, św. Stanisław Kostka.
Ojciec Juliusz słynął z pobożnego, świątobliwego życia. Zakładał dzieła miłosierdzia, a wszędzie, gdzie się pojawiał jako misjonarz – w Dalmacji, Bośni, Konstantynopolu czy w Afryce – notowano liczne nawrócenia.
W latach 1585–1586 przebywał w Polsce – w Kamieńcu Podolskim i Jarosławiu. Słynący z żarliwej czci dla Najświętszego Sakramentu oraz Najświętszej Maryi Panny włoski jezuita miał również wielkie nabożeństwo do świętego Stanisława – Biskupa i Męczennika ze Szczepanowa, patrona Stanisława Kostki, którego darzył wielką sympatią.
Powróciwszy do Italii, marzył, aby móc znów ujrzeć polską ziemię i oddać jej hołd jako „matce świętych”, by nawiedzić grób świętego biskupa i męczennika Stanisława. Chciał też podziękować w katedrze na Wawelu za liczne łaski, jakie otrzymał za przyczyną Maryi, i prosić Ją o dalszą pomoc. Nie sądził jednak, by było to możliwe – przeszkodą był podeszły wiek. Niemniej często prosił Boga, by jeszcze umożliwił mu taką wyprawę. I Pan go wysłuchał. Po dwudziestu pięciu latach ojciec Mancinelli powrócił na nasze ziemie, przemierzając drogę z Neapolu na piechotę! A co skłoniło go do tej wyczerpującej podróży?
Jemu tę łaskę zawdzięczasz…
14 sierpnia 1608 roku zakonnik modlił się w swoim klasztorze przy jezuickim kościele Gesu Nuovo w Neapolu. Wspomniał, iż w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny mija 40. rocznica śmierci beatyfikowanego dokładnie dwa lata wcześniej Stanisława Kostki – polskiego współbrata, którego starał się naśladować. Wśród wielu cnót Stanisława niezwykłym blaskiem jaśniała jego miłość i cześć dla Królowej Nieba, a tę właśnie cnotę ojciec Juliusz szczególnie sobie upodobał i praktykował. Gorliwie szerzył kult Królowej Wniebowziętej, zwłaszcza po chorobie, z której cudem go podźwignęła.
Zatopiony w modlitwie leciwy jezuita ujrzał nagle okrytą purpurowym płaszczem Matkę Bożą z Dzieciątkiem na ręku, wyłaniającą się z obłoku. U Jej stóp klęczał nie kto inny jak właśnie Stanisław Kostka…
– Wniebowzięta! O Królowo Wniebowzięta, módl się za nami! – wyszeptał wzruszony o. Juliusz i upadł na kolana. Wtem usłyszał: Dlaczego nie nazywasz Mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie.
Na te słowa Maryi wykrzyknął: Królowo Polski Wniebowzięta, módl się za Polskę! Matka Boża spojrzała z wielką miłością na klęczącego u Jej stóp Stanisława Kostkę, a następnie na starego zakonnika i rzekła: Juliuszu, jemu tę łaskę zawdzięczasz! Po skończonej wizji włoski jezuita zwrócił się do swych współbraci: Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza, po czym dodał: Królowo Polski, módl się za nami!
Niebawem, po zbadaniu sprawy i za pozwoleniem przełożonych, ojciec Mancinelli poinformował o całym zdarzeniu swego polskiego przyjaciela, również jezuitę, Mikołaja Łęczyckiego. Poprosił go, by tę dobrą nowinę oznajmił królowi Zygmuntowi III Wazie. Stąd poznał ją też ks. Piotr Skarga i cały zakon jezuitów, którzy wkrótce rozpowszechnili wieść, że sama Bogurodzica kazała się nazywać Królową Polski!
Jestem Matką tego Narodu
W roku 1610 ojciec Juliusz zrealizował swój plan. Będąc wciąż pod ogromnym wrażeniem objawienia, udał się pieszo na pielgrzymkę do Polski, chcąc nawiedzić grób św. Stanisława. Długą drogę z Neapolu do Krakowa podjął w wieku siedemdziesięciu trzech lat – wyczyn zaiste imponujący!
Pierwsze swe kroki, będąc już w grodzie Kraka, zakonnik skierował do katedry na Wawelu. Niemal konający ze zmęczenia staruszek podszedł do konfesji św. Stanisława, przed którą – ujrzawszy trumnę naszego głównego patrona – padł krzyżem i modlił się za Królestwo Polskie, a potem odprawił tam Mszę Świętą w dziękczynieniu za świątobliwe życie Stanisława Kostki.
Nagle podczas sprawowania Najświętszej Ofiary wpadł w ekstazę i ujrzał Maryję w królewskim majestacie. I znów usłyszał Jej głos: Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego Narodu, który jest Mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj nieustannie, a Ja ci zawsze będę, jakom jest teraz, miłościwą.
Ujrzysz mnie za rok w chwale Niebios
Siedem lat po powrocie z Polski, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ojciec Juliusz Mancinelli patrzył z okna swej klasztornej celi na piękną Zatokę Neapolitańską. Modlił się… I oto znowu w gorejącym obłoku, który pojawił się na niebie, ujrzał Matkę Bożą z Dzieciątkiem Jezus na ręku. U Jej stóp – tak jak poprzednio – klęczał Stanisław Kostka… Maryja zwróciła się do sędziwego jezuity: Juliuszu, synu mój! Za cześć, jaką masz do Mnie Wniebowziętej, ujrzysz Mnie za rok w chwale Niebios. Tu jednak, na ziemi, nazywaj Mnie zawsze Królową Polski. Stary zakonnik wyszeptał: Królowo Polski, módl się za nami. Widzenie się zakończyło, ale w duszy Juliusza długo jeszcze panowała wielka radość.
Miesiąc później kurier z Neapolu przywiózł ojcu Łęczyckiemu do Wilna list od ojca Mancinellego, w którym ten pisał: Ja rychło odejdę, ale ufam, że przez ręce Wielebności sprawię, iż po moim zgonie w sercach i na ustach polskich mych współbraci żyć będzie w chwale Królowa Polski Wniebowzięta.
Przerwany proces…
Stało się tak, jak zapowiedziała Matka Najświętsza. Dokładnie rok po ostatnim objawieniu i pięćdziesiąt lat po śmierci św. Stanisława Kostki, w roku 1618, w uroczystość Wniebowzięcia, Maryja zabrała do Nieba swego wiernego sługę, Juliusza.
Niemal natychmiast za sprawą Polaków rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. Do Polski dotarła relikwia – część czaszki oraz portret włoskiego jezuity. Nie wszyscy jednak byli zadowoleni z takiego obrotu sprawy i z czasem zebrane dokumenty „utknęły” gdzieś między Neapolem a Rzymem. Sprawa się odwlekła, a późniejsza kasata zakonu jezuitów w roku 1773 wstrzymała proces beatyfikacyjny, który do dziś nie został wznowiony.
Echa objawień
Objawienia, których doświadczył o. Juliusz Mancinelli, wywołały w naszym narodzie potężny odzew i przyczyniły się do rozwoju kultu Królowej Polski. Pod ich wpływem w 1628 roku w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Kraków uczcił swą Królową poprzez umieszczenie na wieży kościoła Mariackiego pozłacanej korony (obecna pochodzi z roku 1666, zamontowano ją tam w dziesiątą rocznicę ślubów lwowskich). Podwawelski gród dał tym samym zewnętrzny wyraz wierze w królowanie Matki Bożej nad polskim narodem. Niedługo po śmierci o. Juliusza Królową Polski zaczęli nazywać Maryję paulini z Jasnej Góry. Już w roku 1642 ojciec Jan Dionizy Łobżyński stwierdził, że Maryja jest Królową Polski, Patronką bitnego narodu, Patronką naszą, Królową Jasnogórską, Królową Niebieską, Panią naszą dziedziczną. Kult ten nasilił się jeszcze po cudownej obronie Jasnej Góry w roku 1655, którą łączono ze wstawiennictwem Królowej Polski. Najgłośniejszym echem objawień były jednak wspomniane śluby Jana Kazimierza oraz nawiązujące do nich Jasnogórskie Śluby Narodu z roku 1956.
Copyright © by STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ IM. KS. PIOTRA SKARGI | Aktualności | Piotr Skarga TV | Apostolat Fatimy