Temat numeru
 
Gdy Bóg stał się Człowiekiem…
o. Jan Strumiłowski OCist

W święta Bożego Narodzenia koncentrujemy się na tajemnicy przyjścia na świat Jezusa Chrystusa, który jest prawdziwym Bogiem. Ściśle rzecz ujmując, narodzenie jest momentem, w którym Syn Boży przyszedł na świat w tym sensie, że opuścił łono Dziewicy. Samo Wcielenie jednak dokonało się już dziewięć miesięcy wcześniej, w tajemnicy Zwiastowania. Dlaczego to jednak narodziny Syna Bożego były konieczne dla naszego zbawienia i dlaczego tak istotny jest fakt, że nasz Zbawiciel jest Bogiem? Przy okazji nasuwa się nam pytanie – czy zbawienia nie mógł dokonać sam człowiek albo na przykład któryś z aniołów?

Intuicja podpowiada, że boskość Zbawiciela jest istotna ze względu na Jego autorytet. Właśnie dlatego, że Pan Jezus jest Bogiem, to Ewangelia jest prawdziwa i niepodważalna. Jeśli Chrystus byłby tylko człowiekiem, nawet najczystszym i najdoskonalszym, a nadto obdarzonym szczególną łaską, to jednak Jego autorytet byłby niepomiernie mniejszy. W człowieka zawsze wolno nam zwątpić. Tymczasem właśnie Chrystus w Ewangeliach naucza nie jak wybitny uczony w Piśmie, ale właśnie jak Ten, który posiada władzę.


Zatem zbawienie jest pewne ze względu na samego Zbawiającego. Chrześcijaństwo jest prawdziwe i pewne ze względu na boski autorytet Chrystusa. Ale gdyby Bóg na przykład zechciał zbawić nas nie przez Syna, który sam jest prawdziwie Bogiem, ale na przykład przez jakiegoś posłańca, to czy czyniłoby to zbawienie niemożliwym?


Zbawienia nie może dokonać sam człowiek


Kościół w swojej Tradycji oczywiście zadawał sobie podobne pytania i dał na nie piękne odpowiedzi. Dla Ojców i Doktorów Kościoła nie budzącą wątpliwości kwestią było to, że zbawienia nie mógł dokonać człowiek. Człowiek przecież sam musi zostać zbawiony, gdyż przez grzech obraził Boga. Zbawienie polega między innymi na zadośćuczynieniu, na spłacie długu. Jak więc człowiek, który sam jest pogrążony w grzechu, miałby zadośćuczynić Bogu? Z czego miałby zadośćuczynić? A nawet gdyby za zrządzeniem Boskiego cudu pojawił się na ziemi człowiek, który nie byłby obciążony grzechem, to i taka osoba nie mogłaby wynagrodzić za grzechy innych ludzi. Bo nawet gdyby oddała Bogu jako ofiarę wynagradzającą samą siebie, to nie mogłaby w ten sposób spłacić „długu grzechowego”. Nie mogłaby tego zrobić, gdyż samo jestestwo takiego człowieka nie jest jego własnością. Kiedy człowiek oddaje cześć Bogu, to nie czyni Mu łaski, nie daje mu łaskawego daru, ale oddaje Bogu to, co się Jemu sprawiedliwie należy. Cóż masz człowieku, czego byś nie otrzymał? A jeśli otrzymałeś i ofiarujesz to Bogu, to czynisz zadość sprawiedliwości i powinności. Na tej samej zasadzie nie mógłby dokonać odkupienia nawet wcielony anioł, ponieważ on też nic nie posiada sam z siebie. Nic, co mógłby ofiarować Bogu jako wynagrodzenie za grzech, który de facto jest odebraniem Bogu chwały, która do Niego należy.


Jedynie Syn Boży, który sam jest Bogiem, który jest współistotny Ojcu, ale też jednocześnie samoistny, który nie jest dłużnikiem Ojca, ale jest Mu równy co do Bóstwa i co do istoty, może w człowieku ofiarować siebie Ojcu. I to ofiarowanie Syna, który prawdziwie jest Bogiem, jest ofiarą nieskończoną, czyniącą zadość wszelkim zbrodniom grzechu ludzkiego.


Czym jest zbawienie?


Jednakże nie o samą ofiarę tutaj chodzi. Bardzo istotne jest też rozumienie zbawienia.

Wiemy, że zbawienie jest nam konieczne ze względu na grzech. Grzech jest występkiem przeciwko Bogu. Jest aktem, w którym człowiek obraża Boga, ale też od Niego się odwraca. Ze względu na sprawiedliwość, grzech domaga się zatem zadośćuczynienia – i to dokonało się na Krzyżu. Ale wyobraźmy sobie, że zadośćuczynienie zostało dokonane. Dług winy Adama został spłacony. Człowiek jest wolny od kary i winy. Czy to wyczerpywałoby rozumienie zbawienia? Otóż, nie. W zbawieniu dokonują się bowiem dwie, nierozerwalnie złączone ze sobą rzeczy. Po pierwsze, jest to zmazanie grzechu i zadośćuczynienie, a po drugie jest to zjednoczenie z Bogiem. Gdyby na człowieku przestał ciążyć grzech, gdyby człowiek stał się czysty, to i tak nie osiągnąłby zbawienia i spełnienia. Spełnienie człowieka nie polega bowiem jedynie na wyzdrowieniu z choroby grzechu. Taka sterylność nie mogłaby dać człowiekowi szczęścia. Człowiek jest bowiem stworzony w taki sposób, że ostateczne spełnienie znajdzie tylko wtedy, kiedy zjednoczy się z Bogiem. A zjednoczenie to jest naprawdę absolutne. Nie chodzi tutaj nawet o to, żeby tylko nawiązać relację z Bogiem, żeby być razem z Nim, obok Niego, w jakiejś wspólnocie. Chodzi o to, żeby być „w Nim”, żeby spleść się z Nim w jedno, nie zatracając jednak własnej osobowości i podmiotowości. Żeby z jednej strony pozostać sobą, całkowicie uwolniwszy się od grzechu, który w gruncie rzeczy jest nam czymś obcym, a jednocześnie, żeby zjednoczyć się z Bogiem tak bardzo, że wszystko, co Jego, stanie się naszym udziałem.


Udział w życiu Bożym


Można więc powiedzieć, że Wcielenie jest właśnie takim pierwszym aktem, w którym to sam Bóg przekracza granicę dzielącą człowieka i Boga. Bóg staje się człowiekiem. Człowieczeństwo i Bóstwo łączą się tak ściśle, że stanowią jedną Osobę. Chrystus jest prawdziwym człowiekiem, ale jednocześnie jest prawdziwym Bogiem. I nie jest tylko człowiekiem zaangażowanym i wtajemniczonym w sprawy Boże. Jest zarazem człowiekiem i Bogiem. Jest Osobą, dla której zarówno sprawy ludzkie, jak i Boskie są jej własnymi sprawami.


Tajemnica Kościoła, który właśnie z tego względu musi być prawdziwym Ciałem Chrystusa – przedłużeniem Jego egzystencji, sprawia, że chrześcijanin ma przystęp do tej przedziwnej egzystencji Pana Jezusa. Człowiek ochrzczony staje się rzeczywiście dzieckiem Bożym, gdyż jest już nie tylko zrodzony z ciała (tzn. nie tylko posiada swoją naturę ludzką), ale jest też zrodzony z Ducha (co znaczy, że ma rzeczywisty udział w naturze Boskiej).


Oczywiście ani fakt wcielenia, ani fakt ustanowienia Kościoła i sakramentów nie sprawia, że automatycznie zaczynamy żyć życiem Bożym jak swoim własnym. Te tajemnice zbawienia dają nam przystęp do życia Bożego. Sprawiają, że ono jest możliwe. Natomiast duchowość właśnie sprowadza się do tego, że to zjednoczenie Bóstwa i człowieczeństwa, które dokonało się w Chrystusie i które nam jest udzielane w Kościele na mocy sakramentów, ma się aktualizować w codziennym życiu wierzącego.


Tajemnica Wcielenia


Zatem Syn Boży musiał się wcielić. Bo gdyby to nie On stał się człowiekiem, ale jakakolwiek istota mniejsza od Boga, to człowiek po prostu nie mógłby zjednoczyć się z Bogiem i nie mógłby uczestniczyć w Jego życiu.


W zbawieniu chodzi zatem o wymianę i jedność. To, czego potrzebujemy, to zjednoczenie z Bogiem. Zjednoczenie to sprawia, że mamy rzeczywisty udział w Jego życiu. Ale sprawia także, że Bóg ma rzeczywisty udział w życiu ludzkim.


Kiedy w starożytności Ojcowie Kościoła poszukiwali drogi do wyrażenia tajemnicy Wcielenia, tajemnicy jedności bóstwa i człowieczeństwa w Chrystusie, wiedzieli, że w tej definicji nie może zostać naruszony żaden z głównych elementów.


Po pierwsze, o czym już wspomnieliśmy, Chrystus musi być prawdziwym Bogiem. Gdyby bowiem tak nie było, to dalej nie doszłoby do zjednoczenia człowieka z Bogiem, a więc dalej skazani byśmy byli na wieczne nienasycenie, gdyż nasycić naturę ludzką może tylko rzeczywiste zjednoczenie z Bogiem.


Po drugie, Chrystus musi być prawdziwym człowiekiem. W starożytności pojawiały się herezje, które mówiły, że Zbawiciel nie był prawdziwym człowiekiem albo że przyjął tylko część tego, co stanowi człowieczeństwo (np. tylko ludzkie ciało bez duszy). W takim wypadku jednak pojawiają się poważne problemy. Jeśli bowiem Chrystus nie byłby prawdziwym człowiekiem, to dalej człowiek nie mógłby zjednoczyć się z Bogiem. Jeśli nie cała natura ludzka została przyjęta przez boski Logos, to nie cała natura dostępuje zbawienia. Wedle Ojców Kościoła, zbawione jest tylko to, co jest zjednoczone z Bóstwem. Jeśli w Chrystusie z Bóstwem jednoczy się tylko ciało, a nie dusza, to wszystko, co stanowi rzeczywistość duchową (intelekt, wola), nie dostępuje spełnienia w zjednoczeniu z Bogiem. Zatem Chrystus musi być prawdziwym człowiekiem. Jeśli moja wola nie zjednoczy się z Bogiem, to uschnie z tęsknoty. Jeśli mój umysł nie zjednoczy się z Bogiem, to obumrze z nienasycenia itd.


Po trzecie, owo zjednoczenie nie może prowadzić do tego, że te natury zmieszają się, tracą swoją tożsamość. Jeśli na skutek zmieszania dwóch natur powstanie jakaś trzecia, to tak naprawdę nie mamy do czynienia z prawdziwym zjednoczeniem. Jeśli połączymy konia z osłem, to to, co powstanie na skutek połączenia, nie jest ani koniem, który wzbogacony jest oślim życiem, ani osłem, który ma udział w życiu konia. Mamy muła, który jest czymś innym – mieszanką i wypadkową konia i osła. Zjednoczenie natur w Chrystusie zakłada, że odbyło się ono bez zmieszania, bez tworzenia czegoś trzeciego.


Ale też – po czwarte – nie może być tak, że to zjednoczenie polega na tym, iż w Chrystusie są obok siebie jakby dwie osoby, dwa podmioty: jakby dwie tożsamości i osobowości w jednym ciele. Chrystus, chociaż posiada dwie natury, to ma jedną podmiotowość i jedną osobowość. Jedna osoba, która żyje w dwóch naturach i w dwóch naturach się wyraża. Gdyby bowiem to rozdzielenie było zbyt radykalne, to nie moglibyśmy powiedzieć, że rzeczywiście Syn Boży przeżywa życie ludzkie albo że człowiek przeżywa życie Boże. Ojcowie Kościoła właśnie w tym kontekście pytali nie tylko o możliwość przeżywania przez człowieka życia Bożego, ale też prowokacyjnie pytali, czy możemy powiedzieć, że „jeden z Trójcy cierpiał?”. Jest to pytanie trudne, gdyż wiemy, że natura boska nie może cierpieć. Jeśli jednak Syn przyjął naturę ludzką, która – obok natury Boskiej – stała się Jego własną, to nie tylko możemy powiedzieć, że w Chrystusie cierpiało człowieczeństwo, ale że Syn cierpiał w naturze ludzkiej. Zatem Syn Boży naprawdę cierpiał i doświadczył śmierci. I nie było to tylko coś pozornego i zewnętrznego. On naprawdę wie, co to znaczy być człowiekiem. On naprawdę przeżywa życie ludzkie.


Zjednoczenie…


W zbawieniu chodzi zatem o zjednoczenie i to tak głębokie zjednoczenie, które przekracza nasze ciasne ramy pojmowania jedności. To coś więcej niż nawet najgłębsza relacja z Bogiem. Zbawienie to zjednoczenie w jedno, bez utraty własnej tożsamości. Mistycy chrześcijańscy z czasem wypracowali bardzo plastyczny obraz takiego zjednoczenia, w którym człowiek, zachowując swoją naturę, zaczyna mieć udział w naturze Bożej. Porównywali oni naturę ludzką do metalu, a naturę Bożą do ognia. Każda z tych natur jest radykalnie inna. Metal jest twardy, posiada kształt, kolor itp. Ogień posiada zupełnie inne właściwości. Jeśli jednak włożymy metal w ogień, to nie tracąc swoich właściwości (kształtu itp.), z czasem stanie się on przeniknięty naturą ognia – stanie się rozżarzony jego żarem. I właśnie do tego podobne jest zjednoczenie człowieka z Bogiem, które jest istotą naszego zbawienia.

A wszystko to może dokonać się właśnie dzięki Wcieleniu Syna Bożego.