Temat numeru
 
Sam na sam z Bogiem i dla Boga samego…
Rozmawiał Bogusław Bajor

O życiu pustelniczym, ofierze, pokucie i modlitwie rozmawiamy z przeorem eremu ojców kamedułów na krakowskich Bielanach, ojcem Mateuszem Kolbusem EC.

 

Ojcze Mateuszu, co to znaczy być eremitą?


– Bycie chrześcijańskim eremitą, czyli pustelnikiem, oznacza realizację powołania do życia sam na sam z Bogiem. Nie oznacza to oczywiście izolacji od społeczności ludzkiej i od Kościoła. Wręcz przeciwnie – przez zanurzenie w Bogu i w Jego sercu przeżywamy wspólnotę w sposób niezwykle intensywny. Nigdy nie możemy patrzeć na eremitę jak na kogoś, kto jest odłączony od społeczności wiernych, bo wtedy nie mielibyśmy nic wspólnego z chrześcijaństwem. No i pamiętajmy, że nasza kamedulska forma życia to harmonijne połączenie samotności – przede wszystkim w domkach-celach, oraz życia wspólnotowego – np. sześć razy dziennie gromadzimy się na wspólnej modlitwie w kościele…


Jak rozumieć słowa jednego z ojców pustyni, Ewagriusza z Pontu: Mnich (eremita) to ktoś, kto jest odłączony od wszystkich, a zarazem zjednoczony ze wszystkimi…


– Mnich zewnętrznie jest oddzielony od wszystkich i wybiera tę samotność, by złączyć się z Bogiem, a z drugiej strony ludzi-bliźnich odnajduje właśnie w Bogu. I to jest kryterium podstawowe, jeśli chodzi o ustalenie czy się idzie w dobrym kierunku. Jeśli ktoś, podejmując życie eremickie, pragnie przede wszystkim izolować się od ludzi, a później staje się coraz bardziej wyobcowany, to jest sygnał, że coś jest nie w porządku, że ten kierunek nie jest właściwy. Natomiast gdy autentycznie zanurzymy się Bogu, to w sercu Boga odnajdujemy bliźnich i przez to oni stają się nam bliżsi.


Gdy przybywamy do eremu, rodzi się w nas taka myśl, że oto opuszczamy ten „zły świat” i przychodzimy tutaj, żeby się skupić na Panu Bogu. Ale po kilku latach zaczyna dominować współczucie i litość względem ludzi i chęć żarliwej modlitwy za nich, bo widzimy, jak wielu jest bardzo pogubionych. I tutaj właśnie odzywa się ta wielka miłość względem bliźnich. Tylko w Bogu prawdziwie odnajdujemy drugiego człowieka. I to jest piękne, gdy stajemy się narzędziem w ręku Boga, modląc się i pokutując za bliźnich.


Jaką rolę w Kościele – Mistycznym Ciele Chrystusa – pełnią zakony eremickie (kameduli, kartuzi)? Czy właściwe będzie odniesienie do Pana Jezusa modlącego się w samotności, poszczącego na pustyni, samotnie przeżywającego Swą Mękę?

 

[Pełny tekst rozmowy w wydaniu papierowym]